skip to Main Content

Motywacja, doświadczenie i misja

Na początek chciałbym podziękować, że tutaj zajrzałeś. To dzięki ludziom takim jak Ty takie miejsca jak ten blog istnieją. W tym wpisie przeczytasz o mojej motywacji i ścieżce jaką przebyłem w ostatnich latach swojego życia. Cieszę się, że udało mi się zrealizować moje plany.

A więc siadłem ponownie do pisania. Tym razem bardziej profesjonalnie. Bardziej konkretnie. Bardziej.

Jestem podekscytowany.. i trochę chyba zachłyśnięty. Tym co przede mną, tym do czego się zobowiązałem spisując kontrakt z samym sobą. Nie pamiętam dokładnie daty, ale to będzie już około dwóch lat gdy podjąłem decyzję o ruszeniu do przodu. Wyrwania się z limbo, w którym się czułem zawieszony (a przynajmniej tak to teraz oceniam). Wiem, że pewna część z Was może ze mną empatyzować gdy powiem, że jest taki moment w życiu gdy oddało się pracę magisterską i obroniło się kończąc studia, lecz pracę zawodową zaczęło się będąc jeszcze w trakcie edukacji. Niby studia skończone, niby wreszcie reszta życia się zaczęła – niby to jest ten moment, to zrealizowane pragnienie o którym coraz częściej się myślało im bliżej końca. A jednak nie czuć tego.

Nie ma odcięcia. Płynne przejście.

Jednego dnia budzisz się i idziesz na polibudę. Kolejne parę dni w przerwach między zajęciami chodzisz do pracy, w przerwach między pracą idziesz na uczelnię. A potem wstajesz, ubierasz się i idziesz na 8h do biura. I nawet nie zdajesz sobie sprawy, że tak już będzie przez większą cześć życia. Prawdopodobnie.

A więc jesteś tak pomiędzy. I ten czas gdy jeszcze nie masz skrystalizowanych planów co zrobić ze swoją przyszłością – och, oczywiście że masz kierunek, w końcu po coś były te studia i z jakiegoś powodu poświęcasz te (8+1)h swojego dnia – ale suniesz z rozpędu i nawet dobrze się z tym czujesz. To uczucie, ten okres – o tym mówię. Na pewno u niektórych osób ten okres jest krótszy (może niezauważalny), u innych dłuższy (być może zamykany tuż przed emeryturą). Ja wiem, że u mnie skończył się 2 lata temu. Coś we mnie pękło.

Nie pamiętam jak zasypiałem, lecz następnego dnia obudziłem się z pewnością, że coś się zmieniło.

Poczułem, że trybiki w mojej głowie pracują, poczułem stanowczość, czystość myśli i wiedziałem, że czas pójść dalej. W moim przypadku pójście dalej zmaterializowało się w aktualizacji CV, założeniu konta na LinkedIn, przejrzeniu stron/fanpage’y które śledziłem na Facebooku i kanałów na YouTube. Doświadczenie zawodowe zostało spisane, umiejętności zaobserwowane, a cele postawione. Developer SharePoint. Na tym postanowiłem się skupić. Nie .NET Developer, nie Jakiś Programista – a dumnie i pewnie SharePoint Developer. W czasach, gdy prawie wszyscy pracownicy biurowi klną na prędkość ładowania Intranetów, a programiści bluzgają “soczystymi kurwami” (jak się u nas słyszało) – ja świadomie postanowiłem się w tym kierunku rozwijać i stanowczo w tym trwałem podczas każdej z przyszłych rozmów [rekrutacyjnych].

Profil na LinkedIn został uzupełniony w języku angielskim, zdjęcie daleko odstające od mordercy z dowodu osobistego, lecz bardziej aktualnego okularnika z zarostem umieszczone jako to rozpoznawalne. Oswoiłem się z platformą, zacząłem się (niewiele) udzielać.

Media przetargetowałem na rozwój, usuwając śledzone kanały z Top 5 League of Legends Plays a dodając na ich miejsce Strefę Psyche Uniwersytetu SWPS czy Linus Tech Tips. Wall na Facebooku został zmuszony do pokazywania mi najnowszych wpisów Mateusza Grzesiaka, Microsoftu i Zaufanej Trzeciej Strony. Był to stanowczy ruch, ale konieczny bym otaczał się tym, w czym chciałem czuć się komfortowo. Nie pamiętam dokładnie gdzie o tym przeczytałem/usłyszałem, ale na pewno sam na to akurat nie wpadłem, że Facebook może służyć w takim celu, ponieważ do tamtej chwili uważałem to za medium zbędne. Dzisiaj nie wyobrażam sobie bez niego dnia. Ale nie dlatego, że potrzebuję obejrzeć umemowione kotki, lecz dlatego że są mi tam serwowane rzeczy, które rozbudzają moją ciekawość, zaspokajają wewnętrzne dziecko ze swoimi “dlaczego?” i “czemu tak?”. Owszem, są też tam treści rozrywkowe, ale jestem dumny z tego, że nie są to tylko i wyłącznie treści rozrywkowe.

Założyłem konto na StackOverflow oraz GitHub. Przyznaję się bez bicia, że dzisiaj nie uczestniczę w rozwoju ich społeczności na tyle ile myślałem, lecz nie na wszystko starczy energii. Po prostu, z biegiem czasu to przychodzi samo. Na jedne rzeczy poświęcamy więcej dnia, na inne mniej.

Postarałem się o poprawienie swojej sytuacji zawodowej – zostałem postawiony przed propozycją przejścia na B2B (business-to-business). Wymagało to założenia działalności gospodarczej oraz dowiedzenia się wszystkiego co jest mi potrzebne do jej prowadzenia. Terminy, daty, księgowość, narzędzia wspomagające obsługę finansów, dokumenty i wymagania. Bardzo pomogły mi tutaj materiały na Małej Firmie oraz Poradniku Przedsiębiorcy. Bardzo dobrze się z tym czułem, taki dojrzały, że nabywam taką nową wiedzę. Do tej pory coś totalnie obcego dla mnie, stało się nagle bramą do nowego świata. Więcej obowiązków, więcej odpowiedzialności.

Od tego momentu moje pragnienie wiedzy zostało ponownie przekierowane na finanse. Przez ostatnie 2 lata:

  • założyłem konto emerytalne IKE i IKZE,
  • założyłem konto w domu maklerskim oraz przeprowadziłem kilkadziesiąt operacji na rynku GPW (Giełdy Papierów Wartościowych),
  • przeniosłem konto IKE, optymalizując w ten sposób moją emeryturę,
  • obejrzałem tony materiałów wideo różnych domów maklerskich i inwestorów indywidualnych dzięki którym dowiedziałem się jak czytać wykresy, jak je analizować, czym jest analiza fundamentalna i techniczna,
  • poznałem fundamenty zdrowego budżetu domowego (tutaj OGROMNE podziękowania dla Michała Szafrańskiego, który był moim drogowskazem na ścieżce edukacji finansowej, motywacji i efektywnego zarządzania czasem), stworzyłem kilka wersji mojego arkusza planowania budżetu, z którym pracuję na bieżąco co tydzień i co miesiąc
  • wszedłem w rynek kryptowalut (tutaj muszę ukłonić się w stronę Adriana i Michała A., z którymi prawie codziennie analizujemy obecną sytuację i którzy pokazali mi ten świat) i obserwuję ich rozwój,
  • rozumiem z czego składa się moja wypłata, świadomie zarządzam kosztami, wiem czym jest skala podatkowa, podatek VAT, składki ZUS oraz jak się z nich rozliczać,
  • wiem o istnieniu takich instrumentów finansowych jak akcje, prawa do akcji, prawa poboru, obligacje, kontrakty CFD, kontrakty futures; znam pojęcie portfela dywidendowego,
  • grałem na rynku Forex (Foreign Exchange), nieobce są mi pojęcia pips, lot, spread, dźwignia.

Nie wszystkie inwestycje przynosiły zyski, część z nich przyniosła tylko straty – lecz nie mogę wycenić wiedzy, którą wyniosłem z eksperymentowania przez ten czas, więc ewentualne straty zaliczam jako koszt edukacji. W tym momencie mogę z pełną świadomością stwierdzić, że edukacja finansowa (jak i seksualna) w Polsce mocno kuleje. Po konkretne liczby, które wspierają mój pogląd odsyłam do blogu Michała (tu, tu i tutaj – kilka z wielu). Po argumenty – zadaj sobie sam pytania: czego Cię nauczono w szkole o finansach? Czy czujesz, że pieniądze są tematem tabu? “Nie spytałam ile zarabia, bo nie wypada.”, “Jakoś sobie radzimy.”, “Musi coś na lewo, bo skąd na to wszystko go stać.”. Czy uczono Ciebie w szkole jak wypełnić PIT? Jak założyć DG? Jak zarządzać budżetem? Czy wpojono w Ciebie nawyk oszczędzania i myślenia o emeryturze, już teraz? Znasz potęgę procentu składanego? Jeżeli nie zgadzasz się z tym co napisałem – cieszę się, lecz wiem, że takich ludzi jak Ty jest niewiele.

I tutaj właśnie krystalizuje się pierwszy powód założenia tego bloga. Może nie edukacja finansowa, bo są o wiele bardziej kompetentni ludzie, lecz dzielenie się tym co sam się nauczyłem i uczę. Być może napiszę coś bardziej zrozumiałym językiem. A być może wręcz przeciwnie – jednak głęboko wierzę w to, że moje słowa trafią chociaż do ułamka czytelników i zachęcą do własnej edukacji. Do wzięcia spraw we własne ręce i nie pozwoleniem, by podejmowano za niego decyzje o jego przyszłości.

Drugim powodem, dlaczego czytasz ten wpis jest doskonalenie zawodowe.

Nie każdy z nas ma ochotę po przyjściu z pracy, siadać ponownie przed komputer by zrobić pull requesta do .NET Core. My programiści często spoczywamy na laurach. Przecież i tak znajdziemy pracę. Od rekruterów odpędzamy się niedbałym ruchem palca na kolejnej ofercie pracy w “międzynarodowym, ciekawym i rozwojowym projekcie”. Zarabiamy tysiące za siedzenie przed komputerem i przeglądanie 9gaga. Wiem, że jeżeli nie jesteś z tej branży lub jesteś tym, który siedzi do 2 w nocy nad kodem i po raz kolejny ratuje dupę w projekcie, teraz pewnie krew się w Tobie gotuje. Ale niczego to nie zmieni, bo to jest prawda. Zasiadujemy się i uważamy za elitę. A uważam, że te czasy już trochę mijają.

Jeżeli Twoją ambicją jest przesiedzenie w piżamie i odbębnienie 8 godzin spędzonych w 70% na oglądaniu serialu na Netflixie – to rozumiem Ciebie i życzę wszystkiego najlepszego.

Lecz mnie to nie zadowala. Chcę wyjść do świata ze swoimi problemami i rozwiązaniami. Chcę ciągle się rozwijać, lecz nie zamierzam się zarabiać. Sen i życie osobiste jest o wiele więcej dla mnie warte niż zarwane nadgodziny (więcej o zaciąganiu długu od przyszłego ja w podcaście Małej Wielkiej Firmy). Dzisiaj stawiam sobie poprzeczkę wyżej niż do tej pory, ponieważ deklaruję przed Tobą, że pojawiać się tutaj będą wpisy odnoszące się do mojej pracy zawodowej. Być może to będzie relacja z nauki nowego języka, poznania nowej technologii, być może wnioski które nasunęły się po studiowaniu do egzaminu. Na pewno będę się tutaj żalić i będę gloryfikować. Nie chcę się ograniczać i nie chcę żeby ten blog był suchą techniczną dokumentacją.

Ta strona będzie miała moja duszę. Myślę, że już ma ;).

Przygotowując artykuł muszę się przyłożyć – i to jest świetny motywator do rozwijania się. Powtarzając za Maslowem będę tym na co mnie stać.

Pozdrawiam i do przeczytania w kolejnym, już bardziej mięsnym wpisie.

PS. Są to początki tej strony, więc w tym okresie najbardziej potrzebuję Twojego wsparcia – jeżeli widzisz gdzieś błąd, coś się nie ładuje, albo nie jest przetłumaczone, czy cokolwiek innego – pisz do mnie (kontakt znajdziesz z prawej strony). Gdy w czymś może Ci pomogłem, do czegoś zachęciłem lub w jakikolwiek inny sposób wpłynąłem na Twoje życie – z przyjemnością o tym przeczytam, bo nie ma dla mnie większej nagrody, niż to, że to co piszę nie jest obojętne.

Liczba komentarzy: 3
  1. Przeczytałem Twoje przemyślenia o doświadczeniu dotychczasowym zawodowym, prywatnym i myślę, że właśnie takiego podejścia do życia u wielu z nas czytających ten blog właśnie zabrakło nam a mam na myśli ludzi którzy już przeżyli co najmniej kilka etapów swojego życia. Będę obserwował z podziwem jak się realizujesz i spełniasz swoje ( a może i czyjeś) marzenia. Gratuluję pomysłu i zaangażowania.
    PS. Coś Ci urwało w przedostatnim zdaniu po “pozdrawiam…”

    1. Dziękuję 😉
      Wpis jest kompletny, być może na urządzeniu (komórce) na którym czytałeś nie załadowała się całość. Sprawdź jeszcze raz na komputerze i daj znać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back To Top